Moje pasty do zębów bez fluoru

Tak jak obiecałam, dziś kontynuuję temat fluoru, a właściwie past do zębów, które w swoim składzie go nie posiadają (Yupii). 

Od kiedy sięgnę pamięcią zawsze używałam czyścideł z linii Blendamed. Do innych jakoś nie mogłam się przekonać (kwestia przyzwyczajenia). Pewnego pięknego dnia powiedziałam jednak dość i przerzuciłam się na pastę nie zawierającą w sobie fluoru. Swoją przygodę rozpoczęłam od firmy LAVERA, która uchodzi za najlepszą markę kosmetyków naturalnych w Europie. Jako zamiennik wybrałam natomiast pastę Himalaya Sparkty White. Z niej korzystam jednak rzadziej ze względu na to, że posiada ona w sobie jeden ze składników na który jestem szczególnie wyczulona, a mianowicie SLS (!).


Czym urzekła mnie pasta LAVERA? Przede wszystkim bogatym składem INCI, który opiera się na składnikach ekologicznych pochodzących jedynie z własnej produkcji. Pasta zawiera w sobie leczniczy propolis i bio-echinaceę, a dzięki zawartości kredy i drobinek krzemu skutecznie usuwa nagromadzony osad nazębny. Jej niebywałą zaletą (w moim odczuciu) jest to, że się nie pieni i nie posiada odrzucającego zapachu mięty, którego też nie znoszę. 

Inaczej sprawa wygląda w przypadku pasty Himalaya. Ta pieni się obficie i posiada mocny miętowy zapach. Jeśli ktoś lubi jednak takie zestawienie, to pasta ta błyskawicznie stanie się jego ulubieńcem.

A Wy jakich past używacie - fluorowanych, czy też naturalnych?

Może polecicie jakiś inny, godny uwagi produkt? 
Zachęcam do dyskusji :)

Komentarze