Strony

24 października 2016

Sposób na walkę z tygrysimi pręgami - rozstępami. Recenzja olejku od Mama's.

Każdy z nas z pewnością doskonale wie, czym są rozstępy. Z problemem tym borykają się bowiem zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Tak, tak kochani panowie - nie tylko przedstawicielki płci pięknej muszą zmagać się z niedoskonałościami. Jakaś sprawiedliwość musi przecież być :) 

Jeśli o mnie chodzi, to nie jestem tu żadnym wyjątkiem. Moje rozstępy pojawiły się (prawdopodobnie) po zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów. Piszę prawdopodobnie, gdyż tak naprawdę nie wiem do końca dlaczego ujrzały ono światło dzienne. Kilka lat temu pod wpływem stresu zrzuciłam dobre 7 kilogramów, a później znów przytyłam. Do pierwotnej wagi wprawdzie nie powróciłam, ale ciałka troszkę nabrałam. Zaczęłam zatem intensywnie ćwiczyć. Domyślam się, że to wszystko spowodowało pojawienie się u mnie tygrysich prążków. Szczęściem w nieszczęściu było to, że objęły one taką część ciała, którą nie wystawiam na widok publiczny. Mowa oczywiście o biuście. Bogu dzięki prążków nie jest zbyt wiele (dwie, no może trzy) i nie są rozległe. Generalnie dość ciężko je dostrzec. Gdyby nie mój michu, zapewne w ogóle nie wpadłabym na ich trop. 

Ponure oblicze rozstępów

„Rozstępy pojawiają się na początku jako czerwone, różowe lub fioletowe smugi na powierzchni skóry. Mogą również przybierać kształt linii bądź pasków, w zależności od typu skóry oraz miejsca występowania. Często biegną one obok siebie, zazwyczaj występują także po obu stronach danej części ciała. Linie te mogą rozciągać się na wiele centymetrów i różnią się szerokością (od jednego do 10 mm). W dotyku są miękkie, pomarszczone i lekko wcięte poniżej linii skóry (wynika to z ubytku tkanki w tych miejscach). Z czasem spłaszczają się i zaczynają zanikać. Także ich barwa się zmienia - stają się białe lub szare. Ponadto mogą blaknąć i stawać się mniej widoczne, lecz zazwyczaj trwa to bardzo długo.” [Źródło]

Juk już wcześniej wspomniałam, rozstępy mogą dotknąć każdego. Na podstawie wielu badań naukowcy oszacowali, iż problem ten dotyczy: 

  • 75% - 90% ciężarnych kobiet (najczęściej rozstępy pojawiają się u nich w 6 - 7 miesiącu) 
  • 70% dorosłych kobiet 
  • 40% dorosłych mężczyzn 
  • 48% kobiet, których matki także borykały się z tym problemem. [Źródło]

Jeśli chcemy walczyć z rozstępami powinniśmy wytoczyć ciężką artylerię natychmiast po ich pojawieniu się. Wówczas mamy największe szanse na wygranie tego starcia. Ja z racji tego, że moment ten przeoczyłam od razu założyłam, że nie osiągnę zadowalających rezultatów. Moje rozstępy stały się już bowiem jasne i perłowe. Mimo wszystko nie poddaje się i cały czas walczę o to, by stały się niewidoczne. 

Sojusznicy pilnie poszukiwani…

Nie lubię momentu w którym mam zdecydować, jaki kosmetyk okaże się dla mnie najlepszy. Do niedawna namiętnie czytywałam opinie innych osób na wielu forach oraz blogach. Od pewnego momentu brakuje mi już na to czasu. Większość kosmetyków zaczęłam więc kupować na zasadzie ryzyk - fizyk. 

Produkt, który chciałabym Wam dziś przybliżyć otrzymałam do przetestowania od samego producenta - firmy Diagnosis. Jest nim olejek na rozstępy wchodzący w skład serii Mama’s. Miałam kilka kosmetyków do wyboru, ale tylko ten przypadł mi do gustu. Dlaczego wybrałam właśnie jego? Pomyślałam sobie, że skoro radzi sobie z większymi niedoskonałościami, to dlaczego miałby nie poradzić sobie z moimi niewielkimi rozstępikami :)


Tak oto producent reklamuje swój produkt:

„Olejek do intensywnej pielęgnacji ciała w czasie ciąży i po porodzie poprawia elastyczność i sprężystość skóry zapobiegając rozstępom. Stosowany codziennie bezpośrednio po kąpieli zatrzymuje wodę w naskórku, dzięki czemu skóra jest odpowiednio nawilżona i chroniona przed pękaniem.”

Jak już wspomniałam, olejek wchodzi w skład serii Mama's. Znajdziemy w niej również:

  • Krem do pielęgnacji biustu 
  • Krem na zmęczone i opuchnięte nogi
  • Krem przeciw rozstępom
  • Maść na pękające sutki

Jak widać, marka przygotowała dość ciekawą propozycję dla kobiet w ciąży oraz młodych mam. Firma Diagnosis oprócz kosmetyków posiada w swojej ofercie także suplementy diety oraz sprzęt medyczny. 

Właściwości olejku

Jak na olejek przystało, kosmetyk posiada lepką konsystencję oraz lekko żółtawą barwę. Zapach jest praktycznie niewyczuwalny. Ogromną zaletą olejku jest to, że bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia na ciele tłustego filmu. Po jego aplikacji skóra niemal natychmiast staje się elastyczna i przyjemna w dotyku.


Efekty kuracji

Olejek stosowałam przez prawie miesiąc, gdyż na tyle starczyło mi 100 ml produktu. Wcierałam go regularnie (rano i wieczorem) by mieć 100% pewność, że osiągnę zamierzone rezultaty. Podświadomie zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że starych rozstępów nie da się usunąć żadnymi kosmetykami. Mimo wszystko zaparłam się i dzień w dzień starannie je nacierałam. 

Moje rozstępy po kilku tygodniach systematycznego nacierania zmniejszyły się. Wprawdzie minimalnie, ale i tak jestem z tego faktu bardzo zadowolona. Skóra w miejscu aplikacji olejku stała się natomiast jędrna i mięciutka w dotyku. 

Jestem bardzo ciekawa, czy olejek Mama’s radzi sobie z łagodniejszymi zmianami i czy przeciwdziała pojawianiu się kolejnych rozstępów. U mnie wprawdzie nic nowego się nie pojawiło, ale nie mogę stwierdzić, czy jest to zasługa właśnie tego olejku. 

Mama’s - idealny dla mam?

Wychodzę z założenia, że każdy produkt dedykowany dla kobiet w ciąży powinien być bezpieczny zarówno dla przyszłej mamy, jak i jej maleństwa. Z tego właśnie powodu kosmetyki dedykowane paniom z brzuszkiem oceniam surowiej od innych. Dobry produkt musi nie tylko dobrze pielęgnować skórę, ale i posiadać bezpieczny skład. O żadnych toksycznych składnikach nie ma w ogóle mowy.

A jak przedstawia się skład olejku Mama’s? Czy można go polecić ciężarnym paniom? 


Aby się o tym przekonać, przeanalizujmy wspólnie jego skład:

  • Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy) - uelastycznia skórę, dostarcza witaminy E.
  • Persea Gratissima (Avocado) Oil (olejek awokado) - bogaty w witaminy A, C, D i E oraz kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-9. Ma działanie ochronne.
  • Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (olej migdałowy) - poprawia ukrwienie skóry, wyrównuje jej koloryt, łagodzi stany zapalne oraz chroni ją przed warunkami atmosferycznymi takimi jak silny wiatr lub słońce.
  • Caprylic/Capric Triglyceride (trójgliceryd kaprylowo - kaprynowy) - substancja natłuszczająca oraz wygładzająca. Sprawia, że skóra staje się miękka, elastyczna i gładka.
  • Tocopheryl Acetate (witamina E w czystej postaci) - przyczynia się do wygładzenia skóry, działa kojąco, niweluje ewentualne stany zapalne oraz zmniejsza szkodliwe działanie promieni słonecznych.
  • Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (olej nasion jojoba) - posiada ogromne właściwości pielęgnacyjne, m.in. wspomaga naturalne funkcjonowanie skóry, reguluje ilość wydzielanego sebum, wzmacnia warstwę cementu międzykomórkowego zachowując naturalną, kwaśną warstwę ochronną skóry. 
  • Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia) - składnik idealny dla wrażliwej skóry. Silnie nawilża oraz wygładza.

Jak widać, skład jest rewelacyjny i całkowicie naturalny. Z czystym sumieniem mogę zatem polecić olejek Mama's wszystkim kobietom, a przyszłym mamą szczególnie :)

Jeśli jesteście zainteresowani pozostałymi produktami z serii Mama's to koniecznie zajrzyjcie tutaj: [KLIK]

A co Wy sądzicie o tym produkcie? Mieliście już z nim styczność? 

A może znacie i polecacie inne sposoby na walkę z rozstępami? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się nimi pozostałymi czytelnikami. 

Z pewnością będą Wam wdzięczni :)

5 października 2016

Kolejne testowanie - zdrowe i białe ząbki na zawołanie!

„Pasta do zębów to jeden z kosmetyków, których wszyscy używamy. Dzięki tej sprytnej reklamie, kilkadziesiąt lat temu pewną znana firma zakorzeniła nam przekonanie, że tylko białe zęby bez osadu są zdrowe. I tak szorujemy je skrzętnie mikrogranulkami, specjalnymi formułami i nową ulepszoną recepturą, żeby mieć piękny uśmiech rodem z „Mody na Sukces” (BioKurier nr 4/2016 (39).

Do napisania tego postu zainspirował mnie artykuł w ostatnim BioKurierze pt. „Jak dbać o zęby? Naturalnie” oraz krótki artykuł dotyczący ich wybielania za pomocą węgla aktywnego: [KLIK]


Jak już doskonale wiecie, kilka lat temu obsesyjnie dbałam o wygląd i kondycję swoich ząbków. Tych z Was, którzy nie poznali jeszcze mojej historii walki o piękny uśmiech, odsyłam tutaj: [KLIK]

Obecnie nie stosuję już kuracji ssania oleju. Nie żebym w nią zwątpiła, lecz zwyczajnie nie mam na to czasu. Z zadbanych ząbków nie zamierzałam jednak rezygnować, dlatego też zabrałam się za poszukiwanie mniej czasochłonnego sposobu na utrzymanie ich w odpowiedniej kondycji. 

Co ma czarne do białego? 

Zdecydowałam się na kurację z wykorzystaniem węgla aktywnego. Na wielu forach oraz blogach dziewczyny chwaliły się, że jest to szybki i przede wszystkim tani sposób na uzyskanie śnieżnobiałych ząbków. Zachwycona pobiegłam do apteki i zakupiłam pudełko Carbo Activ od Aflofarm. Nie pamiętam ile dokładnie za nie zapłaciłam. Nie była to jednak wygórowana kwota (coś pomiędzy 5-7 złotych). Myślę, że ceny węgla aktywnego innych producentów również oscylują w podobnym przedziale cenowym.

Po zakupie od razu zdecydowałam się na testowanie. Namówiłam do tego także swojego micha, który bez problemu się zgodził (o dziwo, bo takie eksperymentowanie nie leży przecież w jego naturze).

Węgiel Carbo Activ ma postać proszku, który zamknięto w plastikowej kapsułce. Żeby go z niej wydostać należy ją lekko nacisnąć i rozdzielić. Ta prosta z pozoru czynność okazuje się jednak dość skomplikowana. Wystarczy zbyt mocny nacisk i wszystko dookoła łącznie z Wami zostaje pokryte czarnym proszkiem. Mnie zdarzyło się to już kilka razy. Umywalka, podłoga, ubranie - wszystko zapaskudzone. Jeśli zależy Wam na tym by uniknąć takich niespodzianek, koniecznie zdecydujcie się na węgiel w tabletkach, które sami możecie rozgnieść do postaci proszku. 


Rozdrobniony węgiel mieszamy z odrobiną wody lub oleju kokosowego w taki sposób, aby powstała gęsta papka. Tak uzyskany produkt możemy stosować na dwa sposoby:

  • Sposób I - szczotkowanie ząbków szczoteczką przez kilka minut,
  • Sposób II - nałożenie papki na zęby i pozostawienie jej na około 3 minuty.

Po upływie wyznaczonego czasu przepłukujemy usta wodą, a zęby szczotkujemy pastą. To wszystko :) Węgiel schodzi z nich bez problemu i nie pozostawia żadnych plam, a jedynie białe ząbki.

Stosowałam zarówno pierwszą, jak i drugą metodę. Oczywiście szczotkowanie jest o wiele bardziej komfortowe od trzymania czarnej papki w ustach.

Efekty kuracji 

Metoda wybielania zębów aktywnym węglem przynosi pożądane efekty. Już po pierwszym zastosowaniu ząbki faktycznie stają się bielsze. Jestem bardzo zaskoczona rezultatem, jaki udało mi się dzięki niemu uzyskać.

Metoda szybka i tania, ale czy godna zaufania?

Węgiel aktywny ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Sprzymierzeńcy są zdania, że delikatny proszek nie wyszkodzi ich ząbkom żadnej krzywdy. Opozycjoniści biją jednak na alarm! Długotrwałe stosowanie węgla jest bardzo szkodliwe dla szkliwa, osłabia zęby oraz prowadzi do ich erozji.

Amerykańska organizacja stomatologiczna American Dental Association (ADA) wzięła pod lupę dostępne na tamtejszym rynku preparaty wybielające zawierające w swoim składzie węgiel. Żaden z tych produktów nie otrzymał pozytywnej opinii. ADA podkreśla, że nie dowiedziono jak dotąd, jaki wpływ na stan naszych zębów ma ta substancja.

Osobiście podchodzę nieco sceptycznie do metody wybielania zębów za pomocą węgla. Jeśli jakaś substancja nie została uznana za bezpieczną, zazwyczaj daję sobie z nią spokój. Z kuracji wybielającej z użyciem węgla aktywnego jednak nie zrezygnowałam. Stosuję ją jednak rozważnie - raz na kilka miesięcy (zazwyczaj przed jakimś większym wyjściem). Jeśli i Wam zależy na ekspresowym rozjaśnieniu zębów, a nie chcecie wydawać pieniędzy na kosztowne zabiegi u dentysty, to szczerze mogę ją Wam polecić. Pamiętajcie tylko o starym porzekadle: „co za dużo, to nie zdrowo”.

A tak na marginesie - wiedzieliście o tym, że od wybielania zębów można się uzależnić? Osoby stosujące różnorodne kuracje bez umiaru określa się mianem „bleachorexics”. Można je poznać przede wszystkim po bardzo zniszczonym uzębieniu.

Wybielanie… i co dalej?

Efekt białych ząbków nie utrzyma się zbyt długo, jeśli nie skupimy się na ich odpowiedniej pielęgnacji. Samo szczotkowanie może jednak nie wystarczyć. Jedną z istotnych kwestii jest chociażby to, co trafia do naszego żołądka. Nie będę się jednak rozwodzić nad tym, jak poszczególne składniki pokarmowe wpływają na stan naszych zębów. Swoją uwagę poświecę za to substancjom, które lądują na naszych szczoteczkach razem z pastą.

Tradycyjne (czyt. drogeryjne) pasty zawierają w sobie masę składników, które mogą nam przynieść o wiele więcej złego, aniżeli dobrego. Podczas zakupów musimy być zatem czujni i analizować składy poszczególnych produktów. Dzięki temu będziemy w stanie ustrzec się przed kilkoma złowrogimi substancjami.

Jakich składników past do zębów warto unikać?

Zacznę od substancji, która króluje na czele listy INCI. Jest nią SLS (Sodium Laureth Sulfate), czyli laurylosiarczan sodu. Substancja ta jest obecna prawie w każdym kosmetyku. Przejrzyjcie swoje żele pod prysznic, mydła w płynie, produkty do higieny intymnej itp. Gwarantuję, że 99% z nich zawiera w sobie SLS (no chyba, że lubujecie się w kosmetykach naturalnych z prawdziwego zdarzenia).

Sodium Laureth Sulfate to tani detergent, stosowany w przemyśle do czyszczenia i odtłuszczania rozmaitych urządzeń. W kosmetykach odpowiada natomiast za powstawanie przyjemnej piany. Ta z punktu widzenia przeciętnego konsumenta jest dość istotna. W końcu, kto nie lubi zanurzyć się w delikatnej jak obłoczek pianie :)

A teraz zastanówcie się przez chwilę i odpowiedzcie sobie na pytanie: skoro SLS jest tak silny, że czyści maszyny przemysłowe z oleju, smaru i innych zanieczyszczeń, to w jaki sposób oddziałuje na zęby i cały nasz organizm? 

Już śpieszę z pomocą :) 

Sodium Laureth Sulfate daje się we znaki szczególnie wrażliwcom, u których prowadzi m.in. do podrażnienia błony śluzowej jamy ustnej, krwawienia dziąseł oraz pojawienia się aft i pleśniawek. Brak zaistnienia powyższych objawów nie oznacza, że wszystko jest w porządku. SLS wykazuje bowiem działanie rakotwórcze oraz wpływa na gospodarkę hormonalną naszego organizmu. Oto cena jaką płacimy za sentyment do piany. 

Bardzo podobnie działa także Triclosan (triklosan) - substancja przeciwbakteryjna i przeciwgrzybicza, stosowana w branży kosmetycznej od ponad 30 lat. Oprócz past do zębów można ją spotkać także w płynach do płukania ust, żelach pod prysznic, mydłach oraz dezodorantach. 

Unia Europejska zezwala na stosowanie triklosanu tylko w ograniczonym stężeniu, które nie może przekroczyć 0,3%. Tylko taka dawka jest bowiem bezpieczna dla naszego organizmu. Niestety nikt nie pomyślał o tym, że stosując kilka produktów zawierających w sobie tą substancję możemy przekroczyć próg bezpieczeństwa i w konsekwencji czego narazić się na nieprzyjemne konsekwencje zdrowotne. 

Triklosan posiada zdolność przenikania do krwi i odkładania się w tkance tłuszczowej. Jak ognia powinny się go wystrzegać szczególnie kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. Długotrwale stosowany może zaburzać funkcjonowanie tarczycy i wątroby oraz powodować nowotwory skóry. Substancja ta wpływa również na florę bakteryjną naszego organizmu, która ulega znacznemu osłabieniu i nie potrafi obronić się przed wszelkiego rodzaju wirusami i bakteriami. Triklosan jest także niebezpieczny z innego powodu. Pod wpływem światła lub w kontakcie z chlorem uwalnia rakotwórczy chloroform.

Szkodliwe działanie wykazuje także fluor (Sodium Fluoride). Substancja ta posiada zdolność przenikania w głąb naszych kości i komórek, gdzie się odkłada. Jej nadmiar działa toksycznie szczególnie na wydzielanie enzymów, co może doprowadzić do zaburzeń pracy tarczycy, trzustki i nadnerczy. Fluor może być przyczyną wielu alergii, a w skrajnych przypadkach prowadzić do fluorozy przejawiającej się m.in. kropkowatą zmianą zabarwienia zębów. Za jego sprawą powierzchnia zębów staje się wprawdzie mocniejsza, ale ząb sam w sobie jest bardzo kruchy. 

Z wielu badań wynika, że fluor powoduje problemy ze stawami, deformacje kręgosłupa oraz osteoporozę. Może wywołać także raka kości. Również mózg nie może obronić się przed jego toksycznym działaniem. Fluor wpływa bowiem na nasz system nerwowy i odpornościowy. U dzieci może natomiast powodować chroniczne zmęczenie, depresję oraz obniżać poziom IQ i umiejętności uczenia się. Źródło: [KLIK]

Czy to Was nie przeraża? 

Naturalna higiena jamy ustnej

Istnieje wiele ciekawych alternatyw dla szkodliwych past do zębów. Możemy wybierać spośród produktów naturalnych lub sami stworzyć gotową pastę. 



Musimy jednak przygotować się na to, że wyroby eko są całkowitym przeciwieństwem swych „pseudo przyjaciół” z drogeryjnych półek. To co Was z pewnością zaskoczy, to brak piany lub jej minimalna ilość. Zapewniam jednak, że już po kilku użyciach zapomnicie całkowicie o tym, że jest Wam ona do czegokolwiek potrzebna. Dużo piany = dokładniejsze czyszczenie. Obalamy mit :)

Naturalne pasty mają także inny smak oraz zapach (bynajmniej te, które sama stosowałam). Mnie to jednak całkowicie odpowiada. Nie lubię bowiem intensywnej mięty, wyżerającej całą jamę ustną, z gardłem włącznie.

Od ponad roku jestem wierna jednej paście - Basis Sensitiv od Lavera, która nie zawiera fluoru i SLS. Ma za to łagodny smak i doskonale czyści ząbki. Sentyment do tego produktu nie oznacza jednak, że nie szukam innych, godnych uwagi zamienników. Ostatnio w moje ręce wpadła pasta bez fluoru z ksylitolem oraz z wyciągiem z oczaru wirgilskiego i rozmarynu marki Neobio. Bardzo się polubiłyśmy :)

Osobom chcącym przetestować coś niekonwencjonalnego polecam naturalną szczoteczkę z korzenia Miswak. Metoda dość dziwna, ale najważniejsze, że działa. Korzeń Miswak zawiera w sobie cenne składniki, dlatego też nie stosujemy do niego pasty. Dzięki temu, że jest on schowany w pudełeczku przypominającym flamaster, możemy bez problemu wrzucić go do torebki czy tez plecaka. 

Aktualnie jestem w trakcie zużywania drugiego korzenia. Trochę się z tym ociągam, gdyż znacznie łatwiej jest mi wyszorować ząbki szczoteczką. Zastanawiam się jednak nad zakupem gotowej pasty z Miswak. Leniuszki & Śpiochy z pewnością mnie zrozumieją :)

Korzeniowi Miswak oraz szczotkowaniu za jego pomocą zębów poświecę osobny wpis. Myślę, że pojawi się on w niedługim odstępie czasu. Bądźcie zatem czujni.

Domowe DIY

Naturalną pastę do zębów możemy przygotować także w domu. W Internecie znajdziecie masę różnorodnych przepisów na bazie glinki, imbiru czy też ziół (np.: mięty, szałwii czy tymianku). Ja nie miałam jeszcze okazji wypróbowania jakiegokolwiek z nich. Czekam na dzień, w którym zabraknie mi gotowego produktu :) Zapewne skorzystam wówczas z poniższego przepisu, gdyż oleju kokosowego oraz ksylitolu zawsze jest u mnie pod dostatkiem.


A tutaj jeszcze jeden przepis na naturalną pastę do zębów:


Dajcie znać, co sądzicie o przedstawionych w poście metodach dbania o ząbki. Jeśli mieliście okazję je wypróbować, koniecznie napiszcie, jakie są Wasze odczucia :)