Kolejne testowanie - zdrowe i białe ząbki na zawołanie!

„Pasta do zębów to jeden z kosmetyków, których wszyscy używamy. Dzięki tej sprytnej reklamie, kilkadziesiąt lat temu pewną znana firma zakorzeniła nam przekonanie, że tylko białe zęby bez osadu są zdrowe. I tak szorujemy je skrzętnie mikrogranulkami, specjalnymi formułami i nową ulepszoną recepturą, żeby mieć piękny uśmiech rodem z „Mody na Sukces” (BioKurier nr 4/2016 (39).

Do napisania tego postu zainspirował mnie artykuł w ostatnim BioKurierze pt. „Jak dbać o zęby? Naturalnie” oraz krótki artykuł dotyczący ich wybielania za pomocą węgla aktywnego: [KLIK]


Jak już doskonale wiecie, kilka lat temu obsesyjnie dbałam o wygląd i kondycję swoich ząbków. Tych z Was, którzy nie poznali jeszcze mojej historii walki o piękny uśmiech, odsyłam tutaj: [KLIK]

Obecnie nie stosuję już kuracji ssania oleju. Nie żebym w nią zwątpiła, lecz zwyczajnie nie mam na to czasu. Z zadbanych ząbków nie zamierzałam jednak rezygnować, dlatego też zabrałam się za poszukiwanie mniej czasochłonnego sposobu na utrzymanie ich w odpowiedniej kondycji. 

Co ma czarne do białego? 

Zdecydowałam się na kurację z wykorzystaniem węgla aktywnego. Na wielu forach oraz blogach dziewczyny chwaliły się, że jest to szybki i przede wszystkim tani sposób na uzyskanie śnieżnobiałych ząbków. Zachwycona pobiegłam do apteki i zakupiłam pudełko Carbo Activ od Aflofarm. Nie pamiętam ile dokładnie za nie zapłaciłam. Nie była to jednak wygórowana kwota (coś pomiędzy 5-7 złotych). Myślę, że ceny węgla aktywnego innych producentów również oscylują w podobnym przedziale cenowym.

Po zakupie od razu zdecydowałam się na testowanie. Namówiłam do tego także swojego micha, który bez problemu się zgodził (o dziwo, bo takie eksperymentowanie nie leży przecież w jego naturze).

Węgiel Carbo Activ ma postać proszku, który zamknięto w plastikowej kapsułce. Żeby go z niej wydostać należy ją lekko nacisnąć i rozdzielić. Ta prosta z pozoru czynność okazuje się jednak dość skomplikowana. Wystarczy zbyt mocny nacisk i wszystko dookoła łącznie z Wami zostaje pokryte czarnym proszkiem. Mnie zdarzyło się to już kilka razy. Umywalka, podłoga, ubranie - wszystko zapaskudzone. Jeśli zależy Wam na tym by uniknąć takich niespodzianek, koniecznie zdecydujcie się na węgiel w tabletkach, które sami możecie rozgnieść do postaci proszku. 


Rozdrobniony węgiel mieszamy z odrobiną wody lub oleju kokosowego w taki sposób, aby powstała gęsta papka. Tak uzyskany produkt możemy stosować na dwa sposoby:

  • Sposób I - szczotkowanie ząbków szczoteczką przez kilka minut,
  • Sposób II - nałożenie papki na zęby i pozostawienie jej na około 3 minuty.

Po upływie wyznaczonego czasu przepłukujemy usta wodą, a zęby szczotkujemy pastą. To wszystko :) Węgiel schodzi z nich bez problemu i nie pozostawia żadnych plam, a jedynie białe ząbki.

Stosowałam zarówno pierwszą, jak i drugą metodę. Oczywiście szczotkowanie jest o wiele bardziej komfortowe od trzymania czarnej papki w ustach.

Efekty kuracji 

Metoda wybielania zębów aktywnym węglem przynosi pożądane efekty. Już po pierwszym zastosowaniu ząbki faktycznie stają się bielsze. Jestem bardzo zaskoczona rezultatem, jaki udało mi się dzięki niemu uzyskać.

Metoda szybka i tania, ale czy godna zaufania?

Węgiel aktywny ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Sprzymierzeńcy są zdania, że delikatny proszek nie wyszkodzi ich ząbkom żadnej krzywdy. Opozycjoniści biją jednak na alarm! Długotrwałe stosowanie węgla jest bardzo szkodliwe dla szkliwa, osłabia zęby oraz prowadzi do ich erozji.

Amerykańska organizacja stomatologiczna American Dental Association (ADA) wzięła pod lupę dostępne na tamtejszym rynku preparaty wybielające zawierające w swoim składzie węgiel. Żaden z tych produktów nie otrzymał pozytywnej opinii. ADA podkreśla, że nie dowiedziono jak dotąd, jaki wpływ na stan naszych zębów ma ta substancja.

Osobiście podchodzę nieco sceptycznie do metody wybielania zębów za pomocą węgla. Jeśli jakaś substancja nie została uznana za bezpieczną, zazwyczaj daję sobie z nią spokój. Z kuracji wybielającej z użyciem węgla aktywnego jednak nie zrezygnowałam. Stosuję ją jednak rozważnie - raz na kilka miesięcy (zazwyczaj przed jakimś większym wyjściem). Jeśli i Wam zależy na ekspresowym rozjaśnieniu zębów, a nie chcecie wydawać pieniędzy na kosztowne zabiegi u dentysty, to szczerze mogę ją Wam polecić. Pamiętajcie tylko o starym porzekadle: „co za dużo, to nie zdrowo”.

A tak na marginesie - wiedzieliście o tym, że od wybielania zębów można się uzależnić? Osoby stosujące różnorodne kuracje bez umiaru określa się mianem „bleachorexics”. Można je poznać przede wszystkim po bardzo zniszczonym uzębieniu.

Wybielanie… i co dalej?

Efekt białych ząbków nie utrzyma się zbyt długo, jeśli nie skupimy się na ich odpowiedniej pielęgnacji. Samo szczotkowanie może jednak nie wystarczyć. Jedną z istotnych kwestii jest chociażby to, co trafia do naszego żołądka. Nie będę się jednak rozwodzić nad tym, jak poszczególne składniki pokarmowe wpływają na stan naszych zębów. Swoją uwagę poświecę za to substancjom, które lądują na naszych szczoteczkach razem z pastą.

Tradycyjne (czyt. drogeryjne) pasty zawierają w sobie masę składników, które mogą nam przynieść o wiele więcej złego, aniżeli dobrego. Podczas zakupów musimy być zatem czujni i analizować składy poszczególnych produktów. Dzięki temu będziemy w stanie ustrzec się przed kilkoma złowrogimi substancjami.

Jakich składników past do zębów warto unikać?

Zacznę od substancji, która króluje na czele listy INCI. Jest nią SLS (Sodium Laureth Sulfate), czyli laurylosiarczan sodu. Substancja ta jest obecna prawie w każdym kosmetyku. Przejrzyjcie swoje żele pod prysznic, mydła w płynie, produkty do higieny intymnej itp. Gwarantuję, że 99% z nich zawiera w sobie SLS (no chyba, że lubujecie się w kosmetykach naturalnych z prawdziwego zdarzenia).

Sodium Laureth Sulfate to tani detergent, stosowany w przemyśle do czyszczenia i odtłuszczania rozmaitych urządzeń. W kosmetykach odpowiada natomiast za powstawanie przyjemnej piany. Ta z punktu widzenia przeciętnego konsumenta jest dość istotna. W końcu, kto nie lubi zanurzyć się w delikatnej jak obłoczek pianie :)

A teraz zastanówcie się przez chwilę i odpowiedzcie sobie na pytanie: skoro SLS jest tak silny, że czyści maszyny przemysłowe z oleju, smaru i innych zanieczyszczeń, to w jaki sposób oddziałuje na zęby i cały nasz organizm? 

Już śpieszę z pomocą :) 

Sodium Laureth Sulfate daje się we znaki szczególnie wrażliwcom, u których prowadzi m.in. do podrażnienia błony śluzowej jamy ustnej, krwawienia dziąseł oraz pojawienia się aft i pleśniawek. Brak zaistnienia powyższych objawów nie oznacza, że wszystko jest w porządku. SLS wykazuje bowiem działanie rakotwórcze oraz wpływa na gospodarkę hormonalną naszego organizmu. Oto cena jaką płacimy za sentyment do piany. 

Bardzo podobnie działa także Triclosan (triklosan) - substancja przeciwbakteryjna i przeciwgrzybicza, stosowana w branży kosmetycznej od ponad 30 lat. Oprócz past do zębów można ją spotkać także w płynach do płukania ust, żelach pod prysznic, mydłach oraz dezodorantach. 

Unia Europejska zezwala na stosowanie triklosanu tylko w ograniczonym stężeniu, które nie może przekroczyć 0,3%. Tylko taka dawka jest bowiem bezpieczna dla naszego organizmu. Niestety nikt nie pomyślał o tym, że stosując kilka produktów zawierających w sobie tą substancję możemy przekroczyć próg bezpieczeństwa i w konsekwencji czego narazić się na nieprzyjemne konsekwencje zdrowotne. 

Triklosan posiada zdolność przenikania do krwi i odkładania się w tkance tłuszczowej. Jak ognia powinny się go wystrzegać szczególnie kobiety w ciąży oraz karmiące piersią. Długotrwale stosowany może zaburzać funkcjonowanie tarczycy i wątroby oraz powodować nowotwory skóry. Substancja ta wpływa również na florę bakteryjną naszego organizmu, która ulega znacznemu osłabieniu i nie potrafi obronić się przed wszelkiego rodzaju wirusami i bakteriami. Triklosan jest także niebezpieczny z innego powodu. Pod wpływem światła lub w kontakcie z chlorem uwalnia rakotwórczy chloroform.

Szkodliwe działanie wykazuje także fluor (Sodium Fluoride). Substancja ta posiada zdolność przenikania w głąb naszych kości i komórek, gdzie się odkłada. Jej nadmiar działa toksycznie szczególnie na wydzielanie enzymów, co może doprowadzić do zaburzeń pracy tarczycy, trzustki i nadnerczy. Fluor może być przyczyną wielu alergii, a w skrajnych przypadkach prowadzić do fluorozy przejawiającej się m.in. kropkowatą zmianą zabarwienia zębów. Za jego sprawą powierzchnia zębów staje się wprawdzie mocniejsza, ale ząb sam w sobie jest bardzo kruchy. 

Z wielu badań wynika, że fluor powoduje problemy ze stawami, deformacje kręgosłupa oraz osteoporozę. Może wywołać także raka kości. Również mózg nie może obronić się przed jego toksycznym działaniem. Fluor wpływa bowiem na nasz system nerwowy i odpornościowy. U dzieci może natomiast powodować chroniczne zmęczenie, depresję oraz obniżać poziom IQ i umiejętności uczenia się. Źródło: [KLIK]

Czy to Was nie przeraża? 

Naturalna higiena jamy ustnej

Istnieje wiele ciekawych alternatyw dla szkodliwych past do zębów. Możemy wybierać spośród produktów naturalnych lub sami stworzyć gotową pastę. 



Musimy jednak przygotować się na to, że wyroby eko są całkowitym przeciwieństwem swych „pseudo przyjaciół” z drogeryjnych półek. To co Was z pewnością zaskoczy, to brak piany lub jej minimalna ilość. Zapewniam jednak, że już po kilku użyciach zapomnicie całkowicie o tym, że jest Wam ona do czegokolwiek potrzebna. Dużo piany = dokładniejsze czyszczenie. Obalamy mit :)

Naturalne pasty mają także inny smak oraz zapach (bynajmniej te, które sama stosowałam). Mnie to jednak całkowicie odpowiada. Nie lubię bowiem intensywnej mięty, wyżerającej całą jamę ustną, z gardłem włącznie.

Od ponad roku jestem wierna jednej paście - Basis Sensitiv od Lavera, która nie zawiera fluoru i SLS. Ma za to łagodny smak i doskonale czyści ząbki. Sentyment do tego produktu nie oznacza jednak, że nie szukam innych, godnych uwagi zamienników. Ostatnio w moje ręce wpadła pasta bez fluoru z ksylitolem oraz z wyciągiem z oczaru wirgilskiego i rozmarynu marki Neobio. Bardzo się polubiłyśmy :)

Osobom chcącym przetestować coś niekonwencjonalnego polecam naturalną szczoteczkę z korzenia Miswak. Metoda dość dziwna, ale najważniejsze, że działa. Korzeń Miswak zawiera w sobie cenne składniki, dlatego też nie stosujemy do niego pasty. Dzięki temu, że jest on schowany w pudełeczku przypominającym flamaster, możemy bez problemu wrzucić go do torebki czy tez plecaka. 

Aktualnie jestem w trakcie zużywania drugiego korzenia. Trochę się z tym ociągam, gdyż znacznie łatwiej jest mi wyszorować ząbki szczoteczką. Zastanawiam się jednak nad zakupem gotowej pasty z Miswak. Leniuszki & Śpiochy z pewnością mnie zrozumieją :)

Korzeniowi Miswak oraz szczotkowaniu za jego pomocą zębów poświecę osobny wpis. Myślę, że pojawi się on w niedługim odstępie czasu. Bądźcie zatem czujni.

Domowe DIY

Naturalną pastę do zębów możemy przygotować także w domu. W Internecie znajdziecie masę różnorodnych przepisów na bazie glinki, imbiru czy też ziół (np.: mięty, szałwii czy tymianku). Ja nie miałam jeszcze okazji wypróbowania jakiegokolwiek z nich. Czekam na dzień, w którym zabraknie mi gotowego produktu :) Zapewne skorzystam wówczas z poniższego przepisu, gdyż oleju kokosowego oraz ksylitolu zawsze jest u mnie pod dostatkiem.


A tutaj jeszcze jeden przepis na naturalną pastę do zębów:


Dajcie znać, co sądzicie o przedstawionych w poście metodach dbania o ząbki. Jeśli mieliście okazję je wypróbować, koniecznie napiszcie, jakie są Wasze odczucia :)

Komentarze

  1. Już od dłuższego czasu myślę o zmianie past na te naturalne. Ilość szkodliwych substancji w drogeryjnych tubkach jest przerażająca. Coś, co powinno pomagać, tak naprawdę szkodzi i pogarsza stan naszych zębów. Obiecałam sobie, że jak tylko skończy mi się zapas pasty (już niedługo!) to zacznę testować te z ekosklepu. Kusi mnie też ta robiona z oleju kokosowego, muszę tylko znaleźć gdzieś naturalny olejek miętowy. Gdzie kupujesz pasty Lavera? Ja tę markę widziałam tylko w niemieckim DM, ale na pasty i tak nie trafiła. Da się je dostać przez inernet? Mam trochę daleko do zachodniej granicy ;-)
    PS: Proszę, nie pisz "ząbki" w każdym zdaniu. Dorosły człowiek ma zęby. Ciężko się to czyta, czuję się jakbyś pisała do 4-latków. No i bynajmniej to nie to samo co przynajmniej, zdanie "bynajmniej te, które sama stosowałam" zupełnie nie ma sensu, powinno być przynajmniej. Byanjmniej jest zaprzeczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swoja pastę zamawiam w sklepie z artykułami pochodzenia niemieckiego. Co jakiś czas składam większe zamówienie i sprzedawca przywozi mi więcej sztuk :)

    Dziękuję za zwrócenie uwagi na styl mojego pisania. Z pewnością się poprawię :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz