Kontrowersyjnej metody pielęgnacji włosów ciag dalszy...

Po ostatnim poście spadła na mnie spora lawina pytań. Większość z Was koniecznie chciała się dowiedzieć, czym myję włosy skoro nie używam już szamponu i jak czuję się po zastosowaniu tej kontrowersyjnej metody.

Zapraszam zatem do lektury :)

Jak Wam wiadomo, metodę „niemycia” włosów szamponem stosuję już od kilku miesięcy. Zachwyciłam się nią za sprawą pozytywnych opinii brytyjskich blogerek: Jaquelyn i Lucy. Przed rozpoczęciem kuracji moje włosy były matowe i nagminnie wypadały. Wszystko to zawdzięczam oczywiście kilkuletniej koloryzacji. Czupryny nie farbuję wprawdzie już od 1,5 roku, ale problem ten nadal pozostał. Stwierdziłam zatem, że czas najwyższy coś z tym zrobić.

Obie blogerki po odstawieniu szamponu stosowały łagodną kurację, polegającą na oczyszczaniu włosów sodą oraz octem jabłkowym. Ja postanowiłam sobie tego oszczędzić i od razu przeszłam do końcowego etapu, czyli spłukiwania włosów sama wodą. Biorąc prysznic pozwalam na to, aby woda samoczynnie spływała po włosach, bez wykonywania jakiegokolwiek masażu, jak to ma miejsce w przypadku mycia głowy szamponem. Nie ukrywam, że pozwala mi to zaoszczędzić sporo czasu Po wszystkim delikatnie osuszam włoski ręcznikiem i to wszystko. Zrezygnowałam także z używania suszarki, by nie osłabiać bardziej ich kondycji. Mokre włosy najlepiej rozczesać palcami, gdyż jest to znacznie miej inwazyjna metoda, niż w przypadku użycia grzebienia lub szczotki. Ja jestem już na takim etapie, że przeczesanie ich palcami całkowicie mi wystarcza.

To tyle, jeśli chodzi o samą metodę - czas na efekty i moją opinię.

Jeśli zdecydujecie się pożegnać z szamponem, musicie zdawać sobie sprawę z tego, że minie trochę czasu, zanim Wasze włosy zaczną oczyszczać się same. Najgorsze są oczywiście pierwsze dwa tygodnie. Skóra głowy reaguje wówczas wzmożonym wydzielaniem sebum i włosy szybciej się przetłuszczają. Jeśli będziecie spłukiwać je jednak codziennie, unikniecie wrażenia „smalcu na głowie”. Zapewniam Was, że podczas pierwszych tygodni cały czas pracowałam zawodowo i nikt z współpracowników nie zauważył, bym miała je przetłuszczone. Jedyne co chwilami doprowadzało mnie do szału to fakt, że skóra głowy reagowała swędzeniem, a włosy u samej nasady były dość sztywne. W dotyku sprawiały wrażenie, jak gdybym potraktowała je odżywką i niedostatecznie spłukała. Efekt ten minął na szczęście po niecałych dwóch tygodniach od rozpoczęcia kuracji. Po tym okresie moje włosy nabrały nadzwyczajnego blasku i miękkości. Pozbyłam się okropnego efektu strzechy na głowie, którą musiałam oglądać przez większą cześć swojego życia. Rano nie muszę także walczyć z ich modelowaniem. Stylizacja moich włosów sprowadza się jedynie do ich przeczesania i ewentualnego utrwalenia lakierem. Zrezygnowałam także z grzebienia, na koszt szczotek (obecnie używam szczotki Tangle Teezer, która świetnie rozczesuje włosy i minimalizuje ich łamanie). Sporej zmianie uległy także końcówki, które zaczęły delikatnie falować. To dla mnie kolejny powód do szczęścia, gdyż od kiedy sięgnę pamięcią, zawsze były one jakieś takie nie do końca nieokreślone .

Z chwilą kiedy moje włosy uzyskały pożądany efekt, postanowiłam nieco zmodyfikować metodę i dodałam do kuracji ziołowy tonik przeciwko wypadaniu włosów Babuszki Agafii.

Jest on oczywiscie w 100% naturalny i zawiera:

Carum Carvi (kminek) - dzięki dużej zawartości witamin (A, B1, B2, C, PP) i minerałów, intensywnie odżywia zniszczone włosy i zapobiega ich wypadaniu.

Quercus Robur Cortex (kora dębowa) - nadaje kosmykom połysk oraz głęboki kolor. Dodatkowo odświeża i pielęgnuje.

Persicaria Hydropiper (rdest ostrogorzki) - działa przeciwłojotokowo, uelastycznia skórę, wzmacnia cebulki włosów i nadaje włosom połysk.

Acorus Calamus (tatarak zwyczajny) - odżywia i przeciwdziała wypadaniu włosów.

Tonik stosuję na suche włosy i staram się pokryć nim całą głowę, po czym oczywiście pozwalam im wyschnąć. Kilka razy zdarzyło się, że celowo nie spłukałam ich wodą by przekonać się, w jakim stanie będą następnego dnia. Okazało się, że nie było w ogóle widać, że poprzedniej nocy miałam coś na głowie i tego nie spłukałam. Podekscytowana, postanowiłam działanie to powtórzyć, ale już nie zadziałało :/ Tonik przydusił mi włosy przez co wyglądały tak, jak gdyby były nie domyte. W przypadku tego toniku powiedzenie: „do trzech razy sztuka” zwyczajnie się nie sprawdziło.

 
Na tym dzisiaj już poprzestanę:)

Jak zwykle czekam jednak na posty i wiadomości. Jestem ogromnie ciekawa, czy ktoś z Was po zapoznaniu się z moimi doświadczeniami, zechce wypróbować na sobie tą metodę.

Komentarze