Odgrzewane kotlety, czyli moje spojrzenie na TAG: "Bez czego nie ruszę się z domu".

Jakiś czas temu za sprawą Pauli z bloga Rudy Trampek zgodziłam się (nie do końca świadomie) na stworzenie wpisu o nieco innej tematyce. Nie będzie więc w nim ani typowej prezentacji kosmetyków, ani szczegółowej analizy ich składów - czyli tego wszystkiego, do czego zdążyłam Was już przyzwyczaić.
 
Paula wpadła na pomysł, aby wskrzesić stary i znany wszystkim już tag pn.: „bez czego nie ruszę się z domu”. Początkowo podchodziłam do tego tematu sceptycznie. Jestem strasznie oporna na zmiany i nie lubię robić czegoś, do czego nie jestem do końca przekonana. Rudzielec (już tylko z nazwy - aktualnie zafarbowany na blond) tak długo wiercił mi jednak dziurę w brzuchu, że ostatecznie przyznałam mu rację. Stanęło na tym, że opublikujemy na swoich blogach wpis pn: „trzy rzeczy, bez których nie wyjdę do ludzi” (coś w ten deseń). Ja standardowo miałam się skupić na produktach typowo kosmetycznych. Ona z kolei na wszystkich tych, które z kosmetyką nie mają zbyt wiele wspólnego. Takie było nasze pierwotne założenie i tego miałyśmy się trzymać, jak rzep przysłowiowego ogona psiego. 
 
Realizacja tego planu okazała się dla mnie trudniejsza niż przypuszczałam. Trudno jest zdecydować, bez czego tak naprawdę nie jestem w stanie się obyć będąc poza domem, skoro cała moja torebka wypełniona jest masą różnorodnych pierdółek. Dodam jeszcze, że znikomy procent z nich stanowią produkty kosmetyczne. Ruszyłam jednak głową i olśniło mnie, że są przecież takie momenty w moim życiu, w którym otwieram torebkę i widzę w jej środku jedynie kosmetyki.  
Tak oto powstały dwie wersje tagu: standardowa oraz na wielkie wyjścia.
 
Bez czego nie ruszam się z domu - wersja standardowa
 
Do wykonania codziennego makijażu wybieram tylko takie produkty, które wytrzymują na mojej skórze do kilku godzin, bez konieczności zabawiania się w jakiekolwiek poprawki. Zresztą i tak nie znalazłabym na to ani czasu, ani chęci. Dzięki takiemu rozwiązaniu moja torebka staje się o niebo lżejsza a ja mam miejsce na to, aby zmieścić w niej inne - bardziej potrzebniejsze rzeczy. Sytuacja ta służy również moim kosmetykom, które bezstresowo spędzają sobie czas w domowym zaciszu i nie muszą walczyć miedzy sobą o zajęcie jak najlepszego miejsca w torebuni. Nie wspomnę już o tym, że ich facjaty nie ocierają się o siebie i nie niszczeją :) 

Co zatem zabieram ze sobą po wyjściu do pracy, na zakupy lub trening

Pierwsza i zarazem najważniejsza rzecz to telefon i słuchawki. Nie da się ukryć, że bez tego zestawu nie umiem poprawnie funkcjonować. Z racji tego, że w ostatnim czasie przestawiłam swój organizm na większą aktywność, to bardzo mi się on przydaje. Zresztą nie wyobrażam sobie, by 15 minut dreptać po pracy do domu w absolutnej ciszy. A tak puszczam sobie swoje ulubione kawałki lub odsłuchuję vlogi, których po przyjściu do domu nie miałabym okazji obejrzeć. 
 
Przy okazji możecie przekonać się, czego aktualnie słucham:)
 
Z domu nie ruszam się tez bez portfela choć nie ukrywam, że od czasu do czasu przez pośpiech, zdarza się o nim zapomnieć. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy kiedy rano stwierdzę, że wyjdę z inną torebką i na szybko przepakowuję jej zawartość do tej drugiej, albo w dniu poprzednim wyskoczę z samym portfelem do kiosku i po przyjściu do domu rzucam go w kąt, zamiast odłożyć w odpowiednie miejsce.
 
Moje dwa ukochane modele: całoroczny od Stradivariusa i letni od Oriflame.
 
Kolejna rzecz to papierosy… tak wiem - miałam nie palić i nie paliłam (dwa tygodnie) i na tym się skończyło. Mam słaba silną wolę. Myślę, że to nie wymaga szerszego komentarza z mojej strony :)
 
Generalnie w mojej torebce znajdziecie jeszcze masę innych drobiazgów, jak chociażby klucze, plastry na otarcia, rajstopowe skarpetki, gumki do włosów, długopisy, śniadanie, owoce (głównie jabłka Champion) oraz małą butelkę niegazowanej wody. Gdybym miała wymienić je wszystkie, to z pewnoscią zajęło by mi to sporo czasu i miejsca. Założenie było jednak takie, że mamy się skupić na trzech najważniejszych rzeczach i tego się trzymam :)
 
Jeśli kiedyś natkniecie się przypadkiem tą uroczą świnkę z pękiem kluczy to już będziecie wiedzieli, komu ją zwrócić :)
 
Bez czego nie ruszam się z domu - wersja na wielkie wyjścia 
 
Skład torebki przygotowanej ma wielkie wyjście zależy od jej… wielkości oraz charakteru imprezy. Po pierwsze - w małą kopertówkę nie da się wcisnąć wszystkiego. Po drugie - na zwykłą potańcówę nie zabieram aż tylu kosmetyków, co na np. wesele.

Moja torebka przygotowana na wielkie wyjścia musi jednak obowiązkowo zawierać podkład mineralny, pędzel do jego nakładania, róż do policzków, tusz do rzęs oraz szminkę.

Podkład mineralny to dla mnie absolutny must have. Wiem, że trzeba targać za nim pędzel kabuki ale zauważcie, że w przypadku płynnych produktów, także musicie zabrać za sobą akcesoria do ich nakładania. O ile w przypadku pierwszej aplikacji możecie posłużyć się palcami, to już podczas drobnych poprawek lepiej sięgnąć po gąbeczkę. No chyba, że jesteście tak wprawione, że poradzicie sobie bez niej. Ja odnoszę wrażenie, że powtórne nakładanie płynnego podkładu palcami niezbyt dobrze wpływa na mój make-up. 
 
Lily Lolo, Anabelle Minerals i Zoeva - trio idealne.
 
Nad różem do policzków oraz tuszem do rzęs rozwodzić się nie będę. Skupię się natomiast na ostatniej rzeczy z listy, a mianowicie szmince. 
 
Do niedawna byłam zwolenniczką błyszczyków, a szminki omijałam szerokim łukiem. Teraz role się odwróciły i to po pomadki sięgam znacznie chętniej. Nie lubię jednak tych tradycyjnie wykręcanych, które nie wiedzieć czemu, strasznie mnie irytują. Zamiast tego wolę postawić na paletkę składającą się z kilku odcieni oraz poręcznego lusterka. To znacznie ułatwia życie i pozwala dokonać poprawek w każdym miejscu, niekoniecznie w łazience, do której chwilami bardzo trudno się dopchać. 
 
Oczywiście posiadam w tej kategorii swojego ulubieńca i jest nim Sleek Lip 4 Palette. Aktualnie posiadam dwie paletki i jestem z nim bardzo zadowolona. Zresztą, Ci z Was, którzy bywają ze mną na Instagramie mogli się niedawno przekonać (dokładnie 10 kwietnia) jak wygląda moja kolekcja kosmetyków tej marki :)
 
 
Na wielkie wyjścia zabieram ze sobą jeszcze jedną ważną rzecz, a mianowicie szpilki. Bez nich nie wyobrażam sobie ani rodzinnego spotkania przy stole, ani potańcówki. Jak na prawdziwą butohpoliczkę przystało, posiadam blisko 80 sztuk. Dokładnej liczby Wam nie podam, gdyż nie chce mi się liczyć :) Moje buty trzymam aktualnie pod łóżkiem, bo nigdzie indziej nie ma dla nich miejsca. Marzy mi się jednak taka wielka garderoba jak w reklamie piwa Heineken, która pomieściłaby wszystkie moje perełki. Może kiedyś się doczekam :) 
 
W moim łóżku królują: Atmosphere, New Look, Zara oraz Stradivarius :)
 
A bez czego Wy nie ruszacie się z domu?
Jestem bardzo ciekawa Waszych komentarzy :)

Komentarze

  1. Jestem dumna! :) Dodatkowo... dla czytelników. Toksyczna nigdy nie używa sformułowania "klucze". Zazwyczaj, ja również, szukamy ich po domu pod nazwą "Pepa". Generalnie nie pamiętam dnia, kiedy jej nie szukałyśmy ;D. Tak już zostało! Kiedy gdzieś wyjeżdża podrzuca mi "Pepę". To tak w ramach ciekawostki :)!
    BTW ta kolekcja szpilek mnie przeraża :D Przywykłam do tego, chociaż nie powiem, robi wrażenie!
    Cóż... teraz moja kolej na wpis? :) Oczywiście, jestem winowajcą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak kochany winowajco - teraz Twoja kolej ☺

      Usuń
  2. Ja również nie ruszę się z domu bez telefonu. Choć przez kilka tygodni musiałam się raz bez niego obyć kiedy mi się zepsuł. Co to była za udręka ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Portfel, słuchawki, telefon i klucze to u mnie podstawa bez czego nie wyjdę z domu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. moja wersja standardowa jest niemalże taka sama... łącznie z papierosami

    OdpowiedzUsuń
  5. Telefon to podstawa, jednak ja rzadko mam przy sobie słuchawki. Zamiast nich noszę power bank, bo nie ma niczego gorszego niż rozładowany telefon ;). Z kosmetyków zawsze mam szminkę i jakiś balsam do ust + mini krem do rąk. Resztę rzeczy zdarza mi się dorzucać jeśli wychodzę na jakąś większą imprezę, ale tak standardowo to nie targam ze sobą całej torby kosmetyków :D.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz